Witaj, Drogi Czytelniku, na stronie naszego wydawnictwa!
Praca tłumacza: co kocham, a czego nienawidzę | Dzień Tłumacza

Praca tłumacza: co kocham, a czego nienawidzę | Dzień Tłumacza

Drogi Czytelniku!

Dzisiaj świętujemy Międzynarodowy Dzień Tłumacza (30 września to nie tylko Dzień Chłopaka). Od dawna nosiłam się z zamiarem napisania o moich doświadczeniach tłumaczeniowych. I nie będzie to wpis, w którym będę chwalić się i zadzierać nosa. To będzie tekst o tym, co mi w pracy tłumacza bliskie, a czego nie cierpię.

DZIEŃ TŁUMACZA TO CZAS NA WYZNANIE

Jestem na początku swojej drogi tłumaczeń literackich. Z trudem przez gardło przechodzi mi słowo tłumacz. Może dlatego, że wiem, iż przede mną jeszcze długa droga, że jeszcze wiele wody upłynie w rzece nim powiem bez wahania, że jestem tłumaczem. Powiedziałabym, że jestem raczej rzemieślnikiem, który zmaga się z przekładem. Choć nie ukrywam, że tłumaczenie książek daje mi mnóstwo satysfakcji. Zwłaszcza, kiedy udaje mi się dokończyć tłumaczone dzieło, nad którym pracowałam wiele miesięcy. Czasem jednak – podczas tych wielu dni pracy – nie brakuje zgryzot, ale bez nich nie wyobrażam sobie tego zawodu.

BLASKI I CIENIE PRACY TŁUMACZA

W pracy tłumacza uwielbiam najbardziej:

  • ten pierwszy moment kiedy czuję niesamowite podniecenie. Bo jest to taki pierwszy głębszy kontakt z tekstem. To ten czas kiedy mogę wgryzać się w fabułę. Mam czas do namysłu i daję sobie czas na popełnianie błędów.
  • te nieustanne poszukiwania słów, którym zawsze towarzyszy adrenalina. Pojawia się też ulga, kiedy uda się odnaleźć rozwiązanie, które nie zawsze jest takie oczywiste. Ba! Zwykle nie jest. 🙂
  • tworzenie własnej wersji opowieści. Każde tłumaczenie to kolejna wersja oryginału. To zabawa z tekstem, intelektualna bitwa między językiem oryginału a językiem docelowym.
  • pierwszą własną redakcję, kiedy znajduję jakieś kwiatki i próbuję dojść, co mój pokręcony umysł miał na myśli 😉
  • gotowy efekt. Wydrukowana książka pachnąca farbą drukarską jest najlepszą nagrodą i dowodem na to, że projekt udało mi się doprowadzić do jego końca.

Nie cierpię:

  • setnego czytania tłumaczenia i odkrywania błędów i wtop.
  • kolejnych poprawek i pilnowania, by nie było nieścisłości.
  • dysput z redaktorem. Bo wtedy spierają się dwie strony: tekst oryginalny i tekst tłumaczony.
  • nieustającej wojny samej ze sobą. Czy to aby na pewno tak ma być? A może jednak powinno być inaczej. Dylematy nie opuszczają mnie do końca.
  • uczucia po latach, że można to było zrobić inaczej.

 

Dzień Tłumacza warto świętować z książkami, które polecam i które dostępne są w naszej księgarni:

Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie Zofii Zaleskiej – Zobacz w księgarni

Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie Zofii Zaleskiej to moja tłumaczeniowa biblia. To książka dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej na temat przekładu i z czym zmagają się tłumacze, ci z niesamowitym dorobkiem i ogromnym doświadczeniem. To dla tych, którzy też zawsze wiedzą lepiej, jak coś należałoby przetłumaczyć.

5 razy o przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz – Zobacz w księgarni

To krótka książka – esej – wybitnej tłumaczki, która m.in. wyjaśnia, po co nam w ogóle przekład literacki, jakie są z niego pożytki. Jaka jest rola tłumacza, etc. I choć jest to lektura na jeden raz, warto do niej wracać lub czytać z uwagą przez jakiś czas.

A Ty? Jakie książki mi polecasz?